O ekologii.

Ekologia, to dziś często temat numer jeden, dwa i trzy w głównych mediach. Mówi się, że to co się aktualnie dzieje, to kolejne masowe wymieranie zwierząt, a nasze czasy porównuje się do tych, w których wyginęły dinozaury. No i jak przebrnie się przez te wszystkie ataki, epitety, wyrzuty… można dotrzeć do skruchy i globalnej chęci uratowania tego co zostało. Jakieś konkretne rozwiązania? Taaaaak!
– ekologiczna/zielona energia.
Mówię Wam, to będzie bzdura stulecia… Dlaczego? 

  • co ekologicznego będzie w zielonej energii z wiatraków jeśli wykorzystamy ją na budowę nowego, o cal większego smarfona, później wmówimy wszystkim obywatelom i obywatelkom kilku kontynentów, że jest im on niezbędny? …powodując ostatecznie, że kilka miliardów ludzi za pieniądze zarobione w pracy, którą ledwo znosi, kupi sobie właśnie takiego zajebistego smartfona? To samo z coraz większymi telewizorami, etc.
  • co ekologicznego będzie w zielonej energii z wiatraków jeśli wykorzystamy ją do promowania najnowszej kolekcji mebli, która z założenia ma się rozpaść zaraz po gwarancji?

Można tak w nieskończoność wymieniać przykłady nieekologicznego zastosowania, ekologicznej energii. Problemów jest jednak jeszcze więcej – kto dziś próbuje przewidzieć skutki globalnego zmniejszenia się ilość wiatru, w ogóle? Ja wiem, że wiatr powstaje dzięki choćby temu, że słońce wschodzi i zachodzi i to się nie zmieni. Ale stawiając pierdyliard wiatraków, które z a m i e n i a j ą część energii wiatru w prąd (znikąd się on przecież nie bierze), wpływamy chyba na ilość wiatru?! Ekspertem cholera jasne nie jestem, ale wydaje mi się to proste jak 2+2=22. Jeśli ileś wiatru jest przed wiatrakiem to za wiatrakiem jest go mniej. No i teraz gdzie są prognozy co się stanie, gdy globalna ilość zmieni się o choćby 0.5%?
Gdy oceany ogrzewają się choćby minimalnie, to giną przecież całe rafy koralowe.

To samo ze słońcem – jeśli na określoną połać ziemi pada określona ilość słońca, to gdy są tam ogniwa fotowoltaiczne, to wtedy do ziemi słońca dostaje policzalnie mniej. No i jakoś nie wpadły mi do tej pory badania mówiące o tym, jak na glebę wpłynie określony brak słońca przez np. 10 lat. Jestem ciekaw co napisaliby specjaliści. Odnoszę wrażenie, że społeczność naszej planety zapomniała, że perpetum mobile nie istnieje i, że KAŻDA energia kosztuje a ten koszt, to zawsze będzie coś, na naszą niekorzyść (nie żeby mi to pasowało! ). 

Gdzie szukać ekologi w takim razie i globalnego ratunku? Trzeba najpierw myśleć co się robi a dopiero później, skąd wziąć na to energię. Można czasem pojechać gdzieś środkiem transportu publicznego zamiast samochodem, pójść na spacer tak po prostu, zamiast do galerii handlowej, oglądać mniej telewizji, więcej rozmawiać w cztery oczy – bezpośrednio. Mniej myśleć co się opłaca kupić a bardziej co warto kupić, więcej spać, mniej się spieszyć. Wszystkie wymienione przykłady niosą za sobą zmniejszenie zapotrzebowania na energię.

Będąc z taką codzienną ergonomią zaznajomionym, można przejść do zastanawiania się skąd tą energię brać. Jeśli kolejność nie zostanie zachowana, to trochę jakby kupić Mondeo, żeby mieć fajnego klasyka – niby się da, ale trochę bez sensu.

0 Comments

Add Yours →

Dodaj komentarz