Jaka jest prawdziwa wartość klasyka? (w finansowym tego słowa znaczeniu)

Zacznijmy od chleba – Ile warty jest chleb? Hmm jakieś 10 – 15 lat temu z tego co pamiętam to 1 -2 zł. Dziś… zależy jaki, ale powiedzmy 2 – 4 zł. Czyli, (biorąc pod uwagę siłę nabywczą pieniądza) jego cena się prawie nie zmieniała – przeciętnego polaka stać na wystarczającą ilość chleba. Ale cofnijmy się o kilka lat, pamiętam głośna aferę – w jakimś wiejskim sklepie cena chleba podskoczyło do 17zł za bochenek (nie pamiętam czy to było dokładnie 17zł). No tak, ale co z tego? Przecież wystarczy pójście do sklepu obok i po sprawie… no chyba, że właśnie jest powódź a to jedyny sklep we wsi. No i była afera… gazety się rozpisały, powódź się skończyła a sklep razem z powodzią przestał istnieć. Wraca pytanie: „ile warty jest chleb?” odpowiedź może brzmieć – tyle co życie. W pewnych momentach może być bezcenny. 

Przejdźmy przez świat finansowy – giełdy.
Jak wycenić akcje spółki, która właśnie wchodzi na giełdę?    To jest generalnie trudne przedsięwzięcie. Zatrudnia się ekspertów, którzy się tym specjalizują …powiedzmy, że chodzi o firmę produkującą komputery. Przyjeżdża firma doradcza i patrzy:
(1) Jakie spółka ma aktywa (nieruchomości, zaplecze techniczne i pracowników, technologie) i zobowiązania (handlowe, kredyty),
(2) Patrzy ile spółka zarabia dzisiaj (np. zysku netto) i porównuje to z cenami akcji innych podobnych spółek produkujących komputery. Apple jest min. dlatego więcej wart niż HP, bo więcej zarabia 😉
(3) Analizuje jakie są oczekiwane przyszłe korzyści ekonomiczne z posiadania akcji spółki. Czyli ile gotówki (np. dywidend) będę dostawał w przyszłości w zamian za to, że dziś kupie jej akcje?
   No i po zapłaceniu często wysokich rachunków za takich doradców od wycen, wiemy +/- ile powinniśmy być warci jako firma wchodząca na giełdę. Wchodzimy i… okazuje się, że rynek weryfikuje nasze wcześniejsze analizy. Różnie może być. W maju 2019 na giełdę w stanach wszedł UBER (notabene przynoszący cały czas straty). Uber wycenił się na $45 za akcję – czyli bagatela $82.4mld. Drugiego dnia notowań cena spadła do $37! 
Czasem zdarza się tak, że realna wartość firmy nie odpowiada tej, którą widzimy w giełdowych słupkach – może być niedoszacowana lub przeszacowana, w tym drugim przypadku lepiej uciekać, a w tym pierwszym… w sumie nie wiem – kupować, ale może lepiej też uciekać 😉

 
Ok, przejdźmy do motoryzacji klasycznej. Jeśli płacimy za samochód jak jest nowy 100 (obojętnie jakiej waluty, dla prostoty przyjmijmy jej brak). To znaczy ze samochód jest wart 100, proste. Ale sytuacja komplikuje się, gdy samochód ma 30 lat i poza tym, że kupiliśmy go za 100 to drugie tyle przez 30 wsadziliśmy w sprawy eksploatacyjne, kolejne 100 w benzynę, kolejne 50 w ubezpieczenia i garaże… (mamy już 350 – zakładamy, że samochód nie zmienia właściciela). Do tego dochodzi wartość sentymentalna (poczęliśmy w nim syna a później pojechaliśmy do ślubu). Do tych 350 i wartości sentymentalnej dochodzą aspekty działające ujemnie na wartość jak: zużycie, korozja itd… No i jest problem, ponieważ jego aktualna, prawdziwa rynkowa ceny to 50 (a nie 350+sentyment i CZAS na niego poświęcony).

 

Na tej podstawie (ogólnego kapitału włożonego w poszczególny egzemplarz) może się okazać , że klasyki to bardzo niedoszacowany towar – a co to oznacza? – nie wiem. Ale może być to mocny argument mówiący o tym, że nie powinny tanieć.

 
Na koniec warto też wspomnieć o paradoksie Veblena (Veblen – ekonomista, socjolog. Opisał ww. paradoks w książce pod tytułem “Teoria klasy próżniaczej.”) – otóż w przypadku dóbr luksusowych może działać mechanizm odwrotny względem standardowych zachowań na rynku, w efekcie którego – wzrost ceny ciągnie za sobą również wzrost popytu. 
Przy ograniczonej podaży klasyków i “próżniaczej” naturze człowieka efekt może być… nie mogę znaleźć słowa i szczerzę muszę przyznać, że średnio mi się to podoba.

0 Comments

Add Yours →

Dodaj komentarz